Najbardziej dyskryminowany jest

biały heteroseksualny wierzący mężczyzna – przeczytałam kiedyś takie zdanie w internecie. Mogę do tego jeszcze dodać: pracujący. Z narastającym wnerwem obserwuję rozdawnictwo praktykowane przez obecny rząd, coraz większe roszczenia wszelkiej maści „madek” oraz dobiegające zewsząd „daj, mnie się należy”. Nic Ci się nie należy. To, że urodziłaś dziecko nie zwalnia Cię od zapracowania na siebie i na owo dziecko. To, że urodziłaś 4 dzieci nie stawia Cię na piedestale i nie sprawia, że wszyscy inni mają obowiązek Cię utrzymać. Nie neguję tutaj wysiłku, jaki trzeba włożyć w wychowanie potomstwa, ale – litości! – ludzie rozmnażają się od zarania dziejów i nie jest to nic nadzwyczajnego.

Szlag jasny mnie trafia, gdy słyszę, że „mamy poświęciły całe życie na wychowanie dzieci”. Serio? Śmiem twierdzić, że dziecko w wieku szkolnym nie potrzebuje matki 24h na dobę, więc co stoi na przeszkodzie, aby ruszyć tyłek i wziąć się za jakąś robotę? Lenistwo? Czy może przeświadczenie, że „mnie się należy, bo jestem matką”. A skąd brać na to pieniądze? Podnieśmy podatki, niech ci, którzy pracują, utrzymują hordę roszczeniowych gwiazdeczek z 4 dzieci, których jedyną umiejętnością jest ugotowanie obiadu (a i to nie zawsze) oraz wydawanie otrzymanej kasy na paznokcie.

Nie mam nic do wielodzietnych rodzin, jeśli kobieta spełnia się w roli matki i nie ma ochoty na karierę zawodową – ok, ma do tego prawo. Niech mąż/partner utrzymuje ją i dzieci, jeśli się tak umówili, to im odpowiada i są szczęśliwi. Ale jakim prawem przerzuca się ten obowiązek na całe społeczeństwo pracujących? Wychowanie dzieci pochłania pieniądze, duże pieniądze – każdy normalny człowiek chyba zdaje sobie z tego sprawę decydując się na dziecko. Moim zdaniem, jeśli już wspomagać finansowo rodziny wielodzietne, to poprzez różnego rodzaju ulgi podatkowe uzależnione od liczby dzieci. Uważam, że takie rozwiązanie zmniejszyłoby patologię związaną z 500+, 100+, 400+, cholerawielilejeszcze+, wpłynęłoby korzystnie na aktywizację zawodową kobiet, może nawet zwiększyłoby dzietność. Obecne rozdawnictwo przysparza elektoratu rządzącym, ale jeśli to dalej będzie szło w obecnym kierunku, to w końcu liczba rozleniwionych beneficjentów przekroczy liczbę pracujących i cały misterny plan pójdzie w piz… Skończy się kasa, skończy się poparcie, nie będzie miał kto pracować, nie będzie niczego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *